Kochane Dziewczyny, wieki mnie tu nie było. Dziękuję Wam bardzo za miłe komentarze w wątku "stylizacyjnym".
Bardzo długo nie mogłam się zebrać do opisania Naszego Dnia. Brak czasu był oczywiście jednym z głównych powodów lecz drugim było to, iż musiałam przemyśleć, odreagować...ale od początku:)
Mam bzika na punkcie planowania, więc organizacja naszego ślubu rozpoczęła się chyba rok przed i myśleliśmy, że nic nas nie zaskoczy...bardzo się myliliśmy...Niestety wszystkie problemy związane były z kościołem, który dla nas był najważniejszym elementem.
Dwa dni przed okazało się, iż przed naszym ślubem będzie pogrzeb. Ryzyko udało się zażegnać, ale wtedy u mojej mamy ujawniło się nadciśnienie.
W piątek mama rozchorowała się na dobre i cały dzień minął nam na szukaniu lekarza, który pomoże mamie. Wszystkie rzeczy zaplanowane na piątek robiliśmy w nocy, z piątku na sobotę. Poszliśmy spać o 3 rano...Miałam wszystkiego dość, byłam wykończona, załamana i chciałam wszystko odwołać. To był jeden z najgorszych dni w moim życiu. Na szczęście całą sytuację opanował mój mąż.
W sobotę wstaliśmy o 7. szybkie śniadanie w drodze o fryzjera, później makijaż. Byłam spokojna, szczęśliwa, trochę zmęczona. Nie denerwowaliśmy się wcale:) chyba cały limit został wyczerpany dzień wcześniej. Nawet gdy zadzwoniła bardzo zdenerwowana makijażystka, która utknęła w korku przyjęłam to ze śmiechem i przez 10 min ją uspokajałam

Po zabiegach upiększających moja przyjaciółka zabrała mnie do domu moich rodziców.
Było cudownie. Piękna pogoda, wszyscy uśmiechnięci, każdy prawił mi komplementy;) Martwiłam się tylko mamą bo źle się czuła choć próbowała to ukryć.
Po niedługim czasie przyjechał mój wybranek z rodzicami, szybkie błogosławieństwo, szybkie żeby nikt nie zdążył się rozkleić, i do kościoła. No i się zaczęło...
Na początku nic nie zapowiadało burzy. Ksiądz był miły, uśmiechnięty...wprowadził nas do kościoła, zagrały organy i zobaczyliśmy radosne twarze naszych gości. Każda zaproszona przez nas osoba była tak samo wyczekiwana. To było spełnienie moich marzeń czułam się piękna, kochana i przeszczęśliwa:) Wielkim zaszczytem było dla nas to, że tyle osób przyjechało z całej Europy, żeby być świadkami naszego szczęścia. Całości tego cudu dopełnił anielski śpiew Callji i Jej męża – to jest to co wszyscy pamiętają...wiele osób pamięta jeszcze szybką, byle jaką odprawioną mszę z której pamiętam tylko cudny śpiew i wściekłego księdza, który chyba miał dla nas pół godziny czasu a przez Callję msza trwała całą godzinę!!! Callja, jeszcze raz Wam dziękuję, gdyby nie Wy to była by kompletna klapa. Z minuty na minutę widzieliśmy jak ksiądz robi się purpurowy ze złości i myśleliśmy, że wybuchnie...Jak ktoś nas pyta o ślub kościelny to mam przed oczami wykręconą ze złości twarz księdza a w tle śpiewa Callja:) Uwieżcie mi, modliłam się żarliwie, żeby msza się skończyła!Minął już prawie rok a przeżywam to do tej pory. Myślałam że z czasem złość będzie słabsza, ale jest coraz silniejsza...po prostu szlag mnie trafia! Podczas zakładania obrączek powiedział nam kilka obraźliwych zdań, później obraził Callję, Jej męża i pana organistę. Na początku myślałam, że zapłaciłam za mało ale tysiąc złoty to chyba wystarczająco! Teraz nie zapłaciłabym nawet 200! Czułam się zażenowana tą sytuacją. Było mi wstyd przed moim mężem i muzykami, których zaprosiliśmy, żeby uświetnili naszą uroczystość.
Kurczę, ręce mi się trzęsą ze złości jak to piszę
Później były życzenia i każdy komplementował oprawę muzyczną:)...no i zabawę czas zacząć!
Tu dla odmiany wszystko było dopięte na ostatni guzik. Właściciele Dworku dali z siebie wszystko. Pomogli nam niesamowicie, o wszystkim pamiętali. Każdemu życzę takiej pomocy! Cudo, cudo, cudo:) DJ, fotograf – ich praca przekroczyła nasze oczekiwania. Filmu jeszcze nie mam, ale też się o to nie boję. Pierwszy taniec zachwycił gości tak, że musieliśmy bis zatańczyć.
Nad wszystkimi rzeczami czuwali, jak anioły, Ania i Adam – właściciele Dworku. Było czarodziejsko i cudownie...
Na dziś tyle, jak coś mi przyjdzie do głowy, to dopiszę.
zdjęcia na chwilę:
Dziękuję Wam za wszystko, bo też miałyście udział w całym tym przedsięwzięciu